Ewangeliczna przypowieść o synu marnotrawnym czytana podczas Mszy św. w czwartą niedzielę Wielkiego Postu ukazuje różne postawy ludzi. Jezus przedstawia postać miłosiernego ojca oraz dwie różne postawy jego synów. Te postawy bez trudu możemy odnaleźć tak we własnym życiu, jak i w życiu wielu naszych bliskich i znajomych.
Ewangeliczny ojciec bardzo kochał swoich synów. Wielkie cierpienie sprawił mu młodszy syn, który zażądał części majątku i postanowił opuścić dom rodzinny. Ojciec przewidywał, że będzie on narażony na wiele niebezpiecznych pokus i że może łatwo im ulec. Nie mógł jednak nic w tym względzie zrobić. Szanując decyzję syna, dał mu część majątku, która na niego przypadała. Syn po jej otrzymaniu opuścił rodzinny dom, nie bacząc wcale na perswazję i wielki ból swego ojca. Wkrótce, jak przewidywał ojciec, syn, żyjąc rozpustnie, stracił cały majątek. Ojciec jednak nie przestał go kochać i wciąż czekał na jego powrót. A gdy ujrzał go powracającego do domu, wyszedł mu na spotkanie, wziął brudnego i obdartego w ramiona i wielce się uradował, że go odzyskał. Odczuwał wielkie wesele w swoim sercu i chciał, by także jego domownicy je odczuwali. Kazał więc przygotować ucztę, aby cały jego dom cieszył się wraz z nim.
Postawa dobrego, miłosiernego, przebaczającego ojca powinna towarzyszyć każdemu, kto mieni się być wyznawcą Jezusa Chrystusa. Nie naszą jest rzeczą sądzić, ale przygarniać i cieszyć się z nawrócenia każdego człowieka, który się w swoim życiu zagubił. Prawdziwy chrześcijanin zawsze raduje się, gdy grzesznik powstaje ze swoich nieprawości i nałogów do nowego, bardziej szlachetnego życia. Jest to także wielka radość dla całego Kościoła, gdy brat lub siostra rozpoczynają nowe życie zgodne z zamysłem Pana Boga. Każdy, kto uważnie rozważa tę przypowieść, zdaje sobie sprawę, jak wiele jeszcze musi zmienić w swoim życiu, aby z taką miłością przygarniać ludzi, którzy wprawdzie zeszli z drogi przykazań Bożych, ale chcą na nowo powrócić do normalnego życia.
U syna marnotrawnego uwidoczniła się postawa lekkomyślności i zadufania. Zlekceważył on swego ojca i nie posłuchał jego dobrej rady. Pomimo ostrzeżeń zabrał część majątku i odszedł nieprzygotowany w świat pełen niespodzianek. Jak łatwo można było przewidzieć, w krótkim czasie wszystko przetracił. Był wewnętrznie zbyt słaby i nieprzygotowany, by oprzeć się pokusom świata. Takie postawy są często spotykane, zwłaszcza u ludzi młodych. Już dzieci szkolne, a tym bardziej dorastająca młodzież, nie chce słuchać swoich rodziców. Chce być wolna niemal we wszystkich decyzjach. Niedoświadczona, często popełnia karygodne błędy, wybierając złe zachowania, za które trzeba wcześniej czy później słono zapłacić. Młodzi ludzie nie potrafią uszanować płynących z serca rad rodziców i prawdziwych przyjaciół. Obecnie wielu jest „synów marnotrawnych”. Podejmują na własną rękę decyzje niezbyt przemyślanych zachowań, nie licząc się ze zdaniem starszych i bardziej doświadczonych. Lekkomyślnie porzucają system wartości, w którym zostali wychowani jako chrześcijanie. Niektórzy ostentacyjnie opuszczają Kościół, uważając, że przykazania Boże zbyt krępują ich wolność.
Syn marnotrawny powrócił do ojca. Choć motywacja powrotu była w dużym stopniu koniunkturalna, bo przecież wszystko już stracił i przymierał głodem. To jednak wystarczyło, aby ojciec przywrócił go do łaski. Mimo, że przed sobą miał jeszcze długą drogę prawdziwego nawrócenia, zrozumienia, jak bardzo zawinił, został przyjęty dzięki miłości miłosiernej swego ojca. Trzeba nieustannie uczyć się takiej ojcowskiej miłości do ludzi, którzy pojawiają się w naszym życiu i chociaż nie są doskonali, to jednak warto im podać rękę, aby mogli naprawić popełnione błędy.
Jeszcze inną postawę reprezentuje starszy syn, zawsze pracowity, posłuszny, uważany za dobrego człowieka. Poddany próbie, nie zdał jednak egzaminu. Zagniewał się na ojca, gdy ten przyjął marnotrawnego syna i wyprawił z tej okazji ucztę. Zbuntowany robi wymówki swojemu ojcu: „Mnie nigdy nie wyprawiłeś uczty, chociaż jestem ci posłuszny i solidnie pracuję, a gdy powrócił ten, który wszystko zmarnował, okazałeś mu miłosierdzie i na nowo przyjąłeś go za syna na równi ze mną”. Rozgniewany, mimo próśb ojca, nie chciał wejść na ucztę. Nie mógł pojąć, jak ojciec może tak niesprawiedliwie postępować i cieszyć się z powrotu swojego młodszego syna. Starszy syn, dobry i pracowity, nie zrozumiał motywacji ojca, jego miłości miłosiernej okazanej temu, który zaginał, a odnalazł się.
Postawa starszego syna jest krótkowzroczna, nie ma w niej śladów przebaczenia, a tym bardziej braterskiej miłości. Warto się zastanowić, czy czasem nie ujawniamy podobnych postaw względem naszych bliźnich. Może się zdarzyć, że chociaż religijnie praktykujemy, udzielamy się w społeczności parafialnej, to jesteśmy skłonni raczej sądzić naszych bliźnich, niż cieszyć się z ich powrotu do Boga, obdarzając ich miłością miłosierną.
Trzeba często prosić Pana Boga, by nas chronił przed postawą zazdrości i braku miłosierdzia, bo taka postawa Mu się nie podoba. Warto pamiętać, że jeżeli cokolwiek czynimy dobrego, to robimy to tylko dzięki łasce Boga.


